czwartek, 18 sierpnia 2011

Na polu

Wstałam równo o 8.00 ale wcześniej o 6.30 obudziła mnie moja mama bo zbierała się do pracy. Wyjrzałam przez okno. Znowu pięknie świeciło słoneczko. Ogarnęłam się, ubrałam krótkie spodenki i jakąś przewiewną bluzkę i do 14.00 siedziałam przed telewizorem pijąc jabłko-mięte. Wypiłam chyba z połowę dwulitrowego kartonu :) Potem na chwilkę weszłam do basenu żeby się trochę ochłodzić.Wieczorem koło godziny 19.00 wyszłam ze znajomymi na pole pograć w piłkę. Chłopcy chcieli zrobić z suchego siana bałwana ale się im nie udało.Potem siedzieliśmy i rzucaliśmy sobie piłką. Kilka razy oberwałam w głowę. Z resztą nie tylko ja. Akurat wtedy obok nas przebiegał pies mojego kuzyna:
-Mogę go walnąć w zadek?
-Tak a on ci odda też w zadek tyle że zębami.
A tak po za tym to graliśmy w rugby chłopcy na dziewczyny. Był niezły ubaw. Niestety po 45 minutach byliśmy zmuszeni uciekać bo komary atakowały :)

Do jutra :*

1 komentarz:

ankyl pisze...

dzięki za komentarz;)